Skocz do zawartości

Włodzimierz

Forumowicze
  • Liczba zawartości

    151
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    20

Ostatnia wygrana Włodzimierz w dniu 21 Stycznia

Użytkownicy przyznają Włodzimierz punkty reputacji!

Informacje o Forumowiczu

  • Region
    kujawsko-pomorskie

Informacje o profilu działalności

  • Zajęcie
    produkcja rolna-roślinna

Ostatnie wizyty

12169 wyświetleń profilu

Włodzimierz's Achievements

Bardzo Zaawansowany

Bardzo Zaawansowany (10/13)

23

Reputacja

  1. Witam, Skoro zostałem wywołany do odpowiedzi, to napiszę trochę szerzej, jak ten pomysł wyglądał od początku. Kiedy zimą 2025 roku zacząłem tworzyć na forum wątek dotyczący udziału rolnika w cenie produktu i pomysłu Farm Fair, pojawiały się informacje, że część naszych uwag i propozycji została przekazana dalej, również do Ministerstwa Rolnictwa. W lutym próbowałem pójść krok dalej. Aktywnie starałem się dostać do Rady Rynków Rolnych przy Ministerstwie Rolnictwa, bo chciałem ten temat przedstawić osobiście i dowieźć go możliwie wysoko. Ostatecznie zabrakło mi jednak odpowiednich kontaktów i zaplecza, żeby się tam dostać. Co ciekawe, z rozmów z pracownikami niższego szczebla administracji dało się wyczuć, że sam kierunek myślenia nie był odbierany źle. Problemem nie okazało się więc tylko Ministerstwo czy handel. Największym problemem, jaki zobaczyłem po drodze, był brak realnego zaangażowania na dole, wśród samych rolników. Mam czasem wrażenie, że nadal wolimy walczyć o kolejną rybę, niż wspólnie zastanowić się, jak zdobyć wędkę. I żeby nie odchodzić od tematu tego wątku, popatrzmy na cebulę. Na rynku krajowym mamy wyraźnie mniej polskiej cebuli niż w poprzednim sezonie, a mimo to nie widzimy rynku, jakiego wielu producentów się spodziewało. Handel jest słaby, ceny rozczarowują, zagraniczny towar nadal uzupełnia rynek, a na forum mamy głównie narzekanie, kto sprzedał za tanio i kto komu zaniża cenę. Każdy z nas ma głowę, ręce, telefon, internet, kontakty, lokalnego posła, urząd gminy, media, sąsiadów i konsumentów dookoła siebie. Każdy może w jakiś sposób próbować wpływać na otoczenie rynku. I co robimy? W większości niewiele. Narzekamy, komentujemy ceny, obserwujemy, kto pierwszy sprzeda i czekamy, aż ktoś inny zrobi coś za nas. To jest chyba najlepszy dowód na to, że jeszcze nie dotknęliśmy dna. Topimy się w bagnie, ale nadal wystaje nam głowa, więc zamiast wspólnie szukać sposobu, jak się z niego wydostać, każdy próbuje jeszcze chwilę utrzymać się sam. Być może dopiero kiedy naprawdę zabraknie możliwości dokładania do produkcji, część środowiska zrozumie, że problemu nie rozwiąże kolejna dopłata, blokada na kilka godzin ani jeden dobry sezon cenowy. Kiedy sytuacja robi się zła, oczekujemy szybkiej pomocy, interwencji albo protestu. Kiedy natomiast pojawia się propozycja rozwiązania, które wymaga kilku miesięcy czy kilku lat pracy, dyskusji i współpracy, zainteresowanie gwałtownie maleje. Łatwiej jest skrytykować pomysł, niż poświęcić swój czas na jego dopracowanie. Widzieliśmy ogromną mobilizację rolników w sprawie Mercosur. To pokazuje, jak trudno cokolwiek wywalczyć nawet wtedy, gdy na ulicę wychodzą tysiące ludzi. Dlatego nie mam złudzeń, że Farm Fair stworzy jedna osoba albo kilku forumowiczów. Po wypowiedziach na forum widzę też pewien problem: wielu rolników chciałoby dostać gotowe rozwiązanie, a swój udział ograniczyć do jego ocenienia. Najlepiej, żeby ktoś stworzył organizację, przygotował dokumenty, rozmawiał z ministerstwem, przekonał handel i konsumentów, a później reszta zdecyduje, czy się przyłączy. Tak się jednak nie buduje żadnej poważnej inicjatywy. Farm Fair jest nadal aktualny. Uważam nawet, że z każdym kolejnym kryzysem cenowym jego założenia stają się bardziej aktualne. Ale do tego pomysłu muszą dojrzeć wszyscy: rolnicy – żeby nauczyć się współpracować, handel – żeby zrozumieć, że bez rentownego producenta nie będzie stabilnej produkcji, konsumenci – żeby wiedzieć, skąd pochodzi ich żywność i jaka część ceny trafia do producenta, rządzący – żeby stworzyć uczciwe reguły gry i pilnować ich przestrzegania. Nie zamierzam tego pomysłu porzucać. Nie będę jednak udawał, że jedna osoba jest w stanie zrobić to za całe środowisko. Jeżeli ktoś naprawdę chce pomóc, a nie tylko oceniać, zapraszam do dyskusji i wspólnej pracy w wątku Farm Fair. Pomysłów mamy już dużo. Najbardziej brakuje ludzi, którzy zamiast pytać „kiedy ktoś coś zrobi?”, powiedzą: „co konkretnie mogę zrobić ja?”. Pozdro
  2. Witam, Wiele myślałem o tej dyskusji i chyba czas powiedzieć coś wprost. Czasami nie warto w nieskończoność remontować starego budynku. Jeżeli fundamenty są słabe, ściany pękają, a każda kolejna naprawa daje efekt tylko na chwilę, to rozsądniej jest zbudować coś nowego od podstaw. Podobnie może być z reprezentacją rolników i sposobem, w jaki próbujemy się organizować. Skoro nawet środowisko producentów warzyw i owoców a więc ludzi, którzy prowadzą bardzo wymagającą, kapitałochłonną i wyspecjalizowaną produkcję nie jest w stanie dojść do wspólnego stanowiska, to trudno oczekiwać, że całe rolnictwo nagle zacznie mówić jednym głosem. Być może macie rację, że jeszcze nie upadliśmy wystarczająco nisko, żeby naprawdę zacząć się podnosić. Nadal wielu z nas próbuje ratować wyłącznie własne gospodarstwo, przeczekać kolejny słaby sezon albo liczy, że problem rozwiąże ktoś inny. Dopóki jakoś funkcjonujemy, trudno stworzyć wspólny ruch oparty na zaufaniu i długofalowym celu. Nie oznacza to jednak, że pomysł Farm Fair przestał być aktualny. Nadal uważam, że trzeba budować świadomość konsumentów, pokazywać udział rolnika w cenie produktu i tworzyć uczciwsze relacje pomiędzy producentem, handlem oraz odbiorcą końcowym. Jeśli chcecie naprawdę coś zadziałać i pomóc to wrzucajcie posty w naszym wątku w dziale porady Propozycja systemu udziału rolnika w cenie produktu – chcę to z Wami dopracować - strona 4 - Porady - Forum rolników, producentów warzyw i owoców, przetwórców Trzeba jednak uczciwie przyznać, że do takiego rozwiązania muszą dojrzeć wszyscy: – rolnicy, którzy muszą nauczyć się współpracować i myśleć dalej niż do najbliższego sezonu, – handlowcy, którzy powinni zrozumieć, że nie da się bez końca budować wyniku kosztem producenta, – konsumenci, którzy muszą dostrzec, że pełna półka i niska cena mają swoją ukrytą cenę, – rządzący, którzy powinni wreszcie pilnować uczciwych zasad, a nie reagować dopiero wtedy, gdy kryzys zamienia się w protest. Być może dziś nie ma jeszcze gotowości, żeby ten pomysł naprawdę uruchomić. Ale to nie znaczy, że był błędny. Być może po prostu pojawił się wcześniej, niż środowisko było gotowe go przyjąć. Dlatego nie zamierzam go porzucać. Na razie trzeba dalej rozmawiać, zbierać doświadczenia i obserwować, czy dojrzewamy do budowy czegoś nowego, zamiast wciąż łatać system, który od lat nie działa. Czas pokaże, czy zaczniemy działać z własnej woli, czy dopiero wtedy, gdy rzeczywiście nie będzie już czego ratować. Pozdro
  3. Witam, Wiele myślałem o tej dyskusji i chyba czas powiedzieć coś wprost. Czasami nie warto w nieskończoność remontować starego budynku. Jeżeli fundamenty są słabe, ściany pękają, a każda kolejna naprawa daje efekt tylko na chwilę, to rozsądniej jest zbudować coś nowego od podstaw. Podobnie może być z reprezentacją rolników i sposobem, w jaki próbujemy się organizować. Skoro nawet środowisko producentów warzyw i owoców a więc ludzi, którzy prowadzą bardzo wymagającą, kapitałochłonną i wyspecjalizowaną produkcję nie jest w stanie dojść do wspólnego stanowiska, to trudno oczekiwać, że całe rolnictwo nagle zacznie mówić jednym głosem. Być może macie rację, że jeszcze nie upadliśmy wystarczająco nisko, żeby naprawdę zacząć się podnosić. Nadal wielu z nas próbuje ratować wyłącznie własne gospodarstwo, przeczekać kolejny słaby sezon albo liczy, że problem rozwiąże ktoś inny. Dopóki jakoś funkcjonujemy, trudno stworzyć wspólny ruch oparty na zaufaniu i długofalowym celu. Nie oznacza to jednak, że pomysł Farm Fair przestał być aktualny. Nadal uważam, że trzeba budować świadomość konsumentów, pokazywać udział rolnika w cenie produktu i tworzyć uczciwsze relacje pomiędzy producentem, handlem oraz odbiorcą końcowym. Jeśli chcecie naprawdę coś zadziałać i pomóc to wrzucajcie posty w naszym wątku w dziale porady Propozycja systemu udziału rolnika w cenie produktu – chcę to z Wami dopracować - strona 4 - Porady - Forum rolników, producentów warzyw i owoców, przetwórców Trzeba jednak uczciwie przyznać, że do takiego rozwiązania muszą dojrzeć wszyscy: – rolnicy, którzy muszą nauczyć się współpracować i myśleć dalej niż do najbliższego sezonu, – handlowcy, którzy powinni zrozumieć, że nie da się bez końca budować wyniku kosztem producenta, – konsumenci, którzy muszą dostrzec, że pełna półka i niska cena mają swoją ukrytą cenę, – rządzący, którzy powinni wreszcie pilnować uczciwych zasad, a nie reagować dopiero wtedy, gdy kryzys zamienia się w protest. Być może dziś nie ma jeszcze gotowości, żeby ten pomysł naprawdę uruchomić. Ale to nie znaczy, że był błędny. Być może po prostu pojawił się wcześniej, niż środowisko było gotowe go przyjąć. Dlatego nie zamierzam go porzucać. Na razie trzeba dalej rozmawiać, zbierać doświadczenia i obserwować, czy dojrzewamy do budowy czegoś nowego, zamiast wciąż łatać system, który od lat nie działa. Czas pokaże, czy zaczniemy działać z własnej woli, czy dopiero wtedy, gdy rzeczywiście nie będzie już czego ratować. Pozdro
  4. Witam, Da się jeszcze coś zrobić, chociaż nikt uczciwy nie zagwarantuje, że w kilka dni uratujemy ceny warzyw czy innych płodów rolnych. Możemy jednak zwiększyć presję na handel i decydentów oraz zacząć budować rozwiązania, które przydadzą się także w kolejnych sezonach. Na początek zachęcam do zapoznania się z opisem inicjatywy Farm Fair w dziale „Porady”: [Propozycja systemu udziału rolnika w cenie produktu – chcę to z Wami dopracować - strona 4 - Porady - Forum rolników, producentów warzyw i owoców, przetwórców]. Chodzi o pokazanie konsumentowi, jaka część ceny sklepowej trafia do rolnika, skąd naprawdę pochodzi towar i dlaczego warto wybierać polskie produkty. Po drugie, powinniśmy rozważyć ogłoszenie pogotowia protestacyjnego. Nie chodzi od razu o blokowanie dróg czy utrudnianie życia zwykłym ludziom, lecz o legalną, spokojną i widoczną obecność rolników: – oflagowanie gospodarstw i maszyn, – kilkugodzinne pikiety przed biurami posłów i senatorów, – akcje przed oddziałami ARiMR, urzędami gmin i instytucjami odpowiedzialnymi za rolnictwo, oraz urzędami skarbowymi bo podobno minister finansów nie chce dać pieniędzy na problemy rolnictwa, – transparenty z krótkimi, czytelnymi i nieobraźliwymi hasłami, np. „Wybieraj polskie produkty”, – legalne akcje informacyjne w pobliżu sklepów największych sieci handlowych, – rozdawanie konsumentom ulotek pokazujących różnicę pomiędzy ceną płaconą rolnikowi a ceną na sklepowej półce. Mamy być widoczni w całej Polsce ale lokalnie i blisko miejsca zamieszkania a nie w dużych miastach i w ciągnikach. Można nawet dojechać rowerem przed Urząd Gminy. Nasze problemy muszą być zauważone przez lokalnych konsumentów. Musimy tłumaczyć ludziom, że rolnik często sprzedaje cebulę, ziemniaki czy inne warzywa poniżej kosztów produkcji, podczas gdy ceny detaliczne nie spadają w podobnym stopniu. Konsument powinien wiedzieć, jaka część jego pieniędzy trafia do producenta, a jaka pozostaje w handlu i kolejnych ogniwach pośrednich. Powinniśmy domagać się przede wszystkim: – czytelnego oznaczania kraju pochodzenia surowca, – regularnego publikowania relacji pomiędzy ceną producenta a ceną detaliczną tak jak obecnie na portalach informacyjnych publikowane są ceny paliw czy notowania giełdy, – skutecznej kontroli wykorzystywania przewagi kontraktowej przez największych odbiorców, – równych wymagań dla produktów krajowych i importowanych, – ochrony producentów przed sprzedażą poniżej uzasadnionych kosztów w warunkach jednostronnie narzuconych umów. Jednocześnie sami nie możemy podcinać sobie gałęzi. Sprzedaż w panice za każdą zaproponowaną cenę daje kupującym sygnał, że wystarczy chwilę poczekać, a producenci sami zejdą jeszcze niżej. Każdy ma inną sytuację finansową i nikogo nie wolno za nią obrażać, ale warto porównywać oferty, sprzedawać partiami i nie oddawać całego towaru pierwszemu kupującemu. Kto nie może pojechać na pikietę, rozdawać ulotek ani uczestniczyć w spotkaniach, może udostępniać informacje, rozmawiać z rodziną i sąsiadami, pisać do posłów albo po prostu pomodlić się w intencji polskich rolników. Najważniejsze, żeby każdy zrobił choć jedną rzecz. Sama złość na forum ceny nie podniesie. Potrzebna jest wspólna, spokojna i konsekwentna presja na handel, polityków oraz instytucje, które powinny pilnować uczciwych zasad rynku. Jeżeli pierwsze działania nie przyniosą efektu, można rozważyć kolejne legalne i skoordynowane formy protestu. Najpierw jednak musimy jasno określić postulaty, zebrać ludzi i pokazać konsumentom, że nie walczymy przeciwko nim, lecz o uczciwy podział ceny, którą płacą w sklepie. Czekam na Wasze opinie. Akcja przeprowadzona teraz, nawet w okresie żniw, może zostać zauważona właśnie dlatego, że pokaże, jak poważna jest sytuacja. Pozdro
  5. Witam, Powiem wprost: walka rolników między sobą, obrażanie się na handlujących i toczenie piany na forum niewiele zmieni. Znacznie lepszy efekt może dać rozsądna, długofalowa strategia walki o konsumenta. To konsument powinien domagać się polskich produktów na sklepowych półkach, a nie rolnik błagać, żeby ktoś łaskawie je kupił. Rolą producentów jest jednak pokazać konsumentom, dlaczego warto wybierać polski towar: świeższy, lepszej jakości i wspierający krajową gospodarkę. Mamy też arbitra naszych spraw w postaci Ministerstwa Rolnictwa. Jeżeli druga strona fauluje rolników, a sędzia nie gwiżdże, nie reaguje i nie pokazuje kartek, to trzeba w końcu zrobić z tym porządek. Pamiętajcie jednak o jednym: jeżeli po raz kolejny będziemy walczyć tylko o rybę, zamiast wywalczyć sobie wędkę, to za rok czy dwa sytuacja wróci jak bumerang. Potrzebujemy nie jednorazowej pomocy, lecz trwałych zasad, które pozwolą uczciwie produkować, konkurować i zarabiać. Pozdro
  6. Witam, Na początek trochę historii W latach 90 i 2000 drobni sklepikarze też byli „bogaczami” i „cwaniakami”. Też walczyli głównie między sobą. I czym to się skończyło? dziś większości małych sklepów już nie ma są wielkie sieci, dyskonty i franczyzy a marże i tak zgarnia ktoś inny I trochę podobnie zaczyna wyglądać rolnictwo. Prawdziwym zagrożeniem nie jest rolnik czy drobny obieracz robiący kilka ton tygodniowo. Problem jest dużo większy: hurt i detal nauczył się świetnie zarabiać producent niezależnie czy mały czy duży jest coraz mocniej dociskany marżą i ceną A my zamiast walczyć o swoją pozycję, często wolimy walczyć między sobą. Może najwyższy czas zacząć bardziej walczyć o konsumenta: żeby chciał wybierać nasz towar żeby patrzył na jakość żeby zaczął się interesować ile z ceny produktu trafia do producenta Bo inaczej możemy skończyć jak część europejskiej motoryzacji: spoczęli na laurach, a potem przyszła konkurencja i okazało się, że świat uciekł do przodu. Ten rok łatwy nie będzie: susza, zimno, koszty, import. Ale może właśnie dlatego trzeba zacząć myśleć trochę szerzej. Bo może już czas przestać walczyć tylko o rybę, a zacząć myśleć o wędce Teraz do Młodego Jeśli masz pole gdzie spodziewasz się kopru, to najważniejsze jest działać wcześnie przedwschodowo dobrze dopalić glifosatem po wschodach cebuli pilnować doglebówki typu Wing P (zastosowany na wilgotną glebę) Nalistnie coś może jeszcze przyhamować Goal albo Basagran, ale koper musi być naprawdę mały najlepiej faza liścieni. Jak się zrobi większy to zaczyna się problem. Trzeba też pamiętać, że herbicydy „parzące” do dobrego działania potrzebują trochę temperatury. Jak po zabiegu były zimne noce i chłód, to działanie mogło być słabsze i koper mógł odbić. Kiedyś możliwości było trochę więcej Z roku na rok herbicydów ubywa, substancji mniej, a rotacja robi się coraz trudniejsza. Dlatego warto czasem pogadać z kimś, kto uprawia cebulę 20–30 lat i pamięta czym dawniej trzymano konkretne chwasty w ryzach. Bo często sam mechanizm działania i sposób prowadzenia ochrony dalej jest aktualny, tylko substancje się pozmieniały. A w cebuli doświadczenie starszych producentów dalej bywa więcej warte niż niejedna etykieta Pozdro
  7. Witam Cebula to był, jest i będzie hazard Jednego roku wszyscy płaczą, drugiego nie nadążają ładować na tira. Jak ktoś szuka pewności i stabilizacji, to trochę nie ta branża A skoro tu jesteśmy, to znaczy że każdy z nas lubi tę grę tylko nie każdy chce się do tego przyznać. I tak naprawdę są dwie szkoły: albo sprzedajesz równo przez cały rok i rozkładasz ryzyko albo trzymasz i czekasz na „ten moment” Tylko jest jeden problem: nigdy nie wiesz z góry, która strategia w danym sezonie będzie lepsza I tu właśnie zaczyna się prawdziwa gra. Pozdro
  8. Witam, Panowie i Panie trochę chłodnej głowy, bo widzę że znowu jedziemy emocjami. Nie jest tak, że „nic nie ma znaczenia” ani też że „zaraz wszystko wybuchnie”. Prawda jak zwykle leży po środku, tylko mało kto chce ją zobaczyć. Start sezonu mamy słaby bo jest zimno, sucho, wschody nierówne Cebula jest realnie 2 tygodnie do tyłu tak jak piszecie System korzeniowy słaby, a bez korzenia nie będzie plonu Do tego: ozima w wielu miejscach wypadła albo jest osłabiona import jeszcze trzyma rynek, ale to nie jest worek bez dna I teraz najważniejsze wielu dalej myśli, że plon = cena. Nie. Jak będzie średni plon u wszystkich to ceny dalej będą słabe Jak będzie niedobór to cena wystrzeli, ale nie dla wszystkich, tylko dla tych co będą mieli towar Bo ten rok nie będzie o tym kto zasiał najwięcej, tylko: kto dowiezie jakość i kaliber Koszty każdy zna przy 1 zł/kg to jest kręcenie się koło zera przy dzisiejszych realiach. Na dziś najważniejsze: kto może to podlewa kto nie może ten ratuje korzeń i ogranicza stres nie czekać z ochroną aż będzie za późno I taka myśl na koniec: cena przyjdzie dopiero wtedy, jak większość już nie będzie miała co sprzedać Pozdro
  9. Witam, Warto zwrócić uwagę, że wartość nawozowa łuski czy odpadów z cebuli w dużej mierze zależy od typu cebuli, z której ten materiał pochodzi. Kluczowa jest zawartość suchej masy, bo to właśnie w niej znajdują się składniki pokarmowe a nie woda. Przykładowo cebule typu Rijnsburger mają zwykle około 10–15% suchej masy, natomiast odmiany w typie hiszpańskim czy amerykańskim często mają jej znacznie mniej, zazwyczaj 4–10%. W praktyce oznacza to, że przy tej samej masie świeżego materiału ilość rzeczywistej materii organicznej i składników pokarmowych może się różnić nawet kilkukrotnie. Przy bardzo dużych dawkach, rzędu 70–100 ton świeżego materiału na hektar, pojawia się jeszcze jeden problem praktyczny czyli dobre wymieszanie z glebą. Jeżeli materiał nie zostanie dokładnie rozdrobniony i wymieszany, może powstać warstwa w glebie utrudniająca rozwój korzeni rośliny następczej. Zawartość składników pokarmowych takiego nawozu to ok 3% potasu, 1% azotu, 0,3% fosforu. Przy dużych dawkach nawozowych konieczne może okazać się uzupełnienie azotu (podobnie jak daje się azot na słomę po żniwach) Co do stanu cebul zimujących to jest tragedia nie ważne czy wysiane odmiany były bardzo drogie czy tanie to większość plantacji jest do likwidacji. Pozdro
  10. Witam, Cena obranej spadła i nie ma w tym nic nadzwyczajnego, bo to jest schemat powtarzany od wielu lat. Część rolników musi dziś sprzedać, bo cebula słabo leży, przemarzła w nieizolowanej przechowalni albo w kopcu i za chwilę zamiast sprzedaży będzie wywózka na pole. Inni sprzedają, bo potrzebują gotówki tu i teraz. W momencie gdy pojawia się duża podaż, cena zawsze spada, a chłodnie tylko to wykorzystują, dokładając swoje zagrywki, żeby tę cenę jeszcze dobić. Aktualna sytuacja niczym się nie różni od tego, co widzieliśmy w innych latach po urodzajnych zbiorach mechanizm jest dokładnie ten sam. Jeśli chodzi o zimówki, to straty na pewno będą duże, ale na dziś jest zwyczajnie za wcześnie na wydawanie wyroków. Ostatecznie wszystko zweryfikuje ruszenie wegetacji. Nawet gdyby się okazało, że zimówka w Polsce wymarznie w całości, to i tak nie będzie to miało realnego wpływu na cenę obranej w najbliższych tygodniach. Rynek obranej żyje swoim rytmem i reaguje na bieżącą podaż, a nie na prognozy tego, co będzie za kilka miesięcy. Przy wczesnej wiośnie i dobrej wegetacji zbiory zimówek zaczynają się w połowie czerwca, a przy innych warunkach raczej bliżej połowy lipca. To robi różnicę w planowaniu sprzedaży. Kto ma odmiany, które nie nadają się do długiego przechowania, ten musi myśleć o sprzedaży wcześniej. Kto ma rijnsburgery w dobrej przechowalni, ten może sobie pozwolić na czekanie. Jeżeli pojawiają się informacje o eksporcie z Holandii czy o cenach tam występujących, to warto podawać konkretne źródła, żeby każdy mógł to zweryfikować. Powtarzanie niesprawdzonych informacji niczego nie wnosi, a tylko dokłada chaosu. Rynek cebuli ma tę właściwość, że co roku zaskakuje dokładnie tym samym zawsze jest „już po wszystkim”, zawsze „wszyscy mają towar” i zawsze „to już się nie podniesie”, aż do momentu, kiedy nagle się podnosi. Na razie mamy do czynienia z klasyczną presją podaży i psychologią rynku, a nie z żadnym wyjątkowym zjawiskiem. Dla niedowiarków wystarczy spojrzeć, jak wyglądały ceny o tej porze w zeszłym roku, a jakie były pod koniec maja. Czy w tym sezonie będzie podobnie, czy zupełnie inaczej tego dziś nie wie nikt. Pozdro
  11. Witam, Karol, trochę się z Tobą zgadzam, a trochę nie i to chyba normalne. Może ja czasem za bardzo się rozpisuję, a Ty masz podejście dokładnie w drugą stronę. Chodziło mi bardziej o szerszy obraz. Widać, że na europejskim rynku inni nie śpią i już dziś inwestują w modernizację produkcji, żeby być konkurencyjni w kolejnych latach. Przykładem są choćby informacje z Ukrainy o planowanych inwestycjach rzędu ok. 1,6 mld zł w modernizację sadów i szklarni. My nie powinniśmy spoczywać na laurach ani kurczowo trzymać się status quo, tylko aktywnie działać na rzecz poprawy naszego wspólnego rynku. A propos konkretnych działań warto odnotować, że zgodnie z informacjami Ministerstwa Rolnictwa od 17 lutego 2026 roku wchodzą nowe zasady znakowania żywności, m.in. flaga kraju pochodzenia na owocach i warzywach. To pokazuje, że wieloletnia presja środowiska rolniczego ma sens i że kierunek na jakość oraz pochodzenie nie jest tylko gadaniem, ale zaczyna się realnie materializować. Z Mercosurem i Ukrainą mleko już się wylało i nie ma co nad tym płakać. Trzeba się wziąć do pracy, obniżać koszty tam, gdzie się da, i szukać sposobów na zwiększanie zysków, a nie tylko ilości. Już teraz widać, że ceny stali, domów, mieszkań czy samochodów w mniejszym lub większym stopniu zaczęły spadać, więc nie zdziwmy się, jeśli podobna korekta dotknie ceny dzierżaw, ziemi czy maszyn rolniczych. Nie ma realnych powodów, żeby w nieskończoność płacić tak oderwane od dochodów gospodarstw stawki. Pozdro
  12. Witam, Panowie i Panie, zanim wszyscy postawimy krzyżyk na zimówce, warto na chwilę zejść z emocji na fakty. Jak tylko zrobi się odwilż, najprostszy test to wykopać po kilka roślin z każdej odmiany, zabrać do domu, do ciepła i po kilku dniach będzie jasne, czy stożek żyje, czy nie. W polu teraz niczego rzetelnie nie ocenimy, a żadne zabiegi i tak już nie pomogą. Jedyne, co możemy zrobić, to sprawdzić rzeczywistą kondycję i na tej podstawie podejmować decyzje. Nie ma co się oszukiwać silne przemarzanie ograniczy plon z hektara i prawdopodobnie opóźni termin zbioru, o ile w ogóle będzie co zbierać. Ale to nie znaczy, że wszystko jest dziś przesądzone. Zimówka nie jest jednorodna, dużo zależy od stanowiska, fazy przed zimą i lokalnych warunków. Prawdziwy obraz wyjdzie dopiero po ruszeniu wegetacji. Jeśli spojrzeć szerzej, to obecna sytuacja dobrze wpisuje się w coś, co w rolnictwie powtarza się cyklicznie. Żeby zrobić krok do przodu, bardzo często trzeba najpierw zrobić krok wstecz. Przez ostatnie lata w polskim rolnictwie było po prostu zbyt dobrze i widać tego skutki. Ceny ziemi, dzierżaw, maszyn, nawozów i środków produkcji poszły dużo szybciej niż realna opłacalność gospodarstw. Wielu z nas wpadło w pułapkę pogoni za wolumenem, licząc, że jakoś to się zawsze spina. Dobrym przykładem są ostatnie przetargi KOWR pod Inowrocławiem, gdzie czynsze dzierżawne dochodziły do poziomu odpowiadającego 6 tonom pszenicy z hektara, a w skrajnych przypadkach nawet 11 tonom. To pokazuje, że bardzo często to my sami, rolnicy, wypruwamy sobie flaki spiralą kosztów. Najpierw drogo kupujemy albo dzierżawimy ziemię, potem dokładamy do tego zbyt duże maszyny i ciągniki w stosunku do areału, a na końcu próbujemy ratować rachunek ilością. Siejemy jak najwięcej, produkujemy jak najwięcej, a później sprzedajemy płody poniżej realnych kosztów produkcji. Tego błędnego koła nie da się kręcić w nieskończoność. Rynek prędzej czy później zawsze wymusza korektę. Dla poprawy dochodów gospodarstw nie potrzeba rekordowych plonów, tylko mniejszej podaży i lepszej relacji ceny do kosztów. Mniejszy wolumen często działa zdrowiej niż produkcja na siłę, bo stabilizuje ceny, ogranicza import zapychający rynek i w dłuższej perspektywie studzi spiralę kosztów. W cebuli widać to szczególnie mocno, bo to uprawa o jednych z największych wahań cenowych. Nie bez powodu od lat mówi się, że to roślina dla rolników-hazardzistów i coś w tym jest. U mnie zasiewy zimówki były podobne jak rok wcześniej i nawet przy scenariuszu, że 40 procent wypadnie, a reszta da plon mniejszy o kolejne 30 procent, wolumen robi się ponad połowę niższy. To już może mieć realny wpływ na rynek, zwłaszcza że w nowe żniwa możemy wejść z dość dużymi zapasami z przechowalni. Często bywa tak, że jeśli zimowa i dymka zduszą cenę na początku sezonu, to później bardzo trudno odbić na siewce wiosennej. Dlatego mniejszy wolumen na starcie wcale nie musi być złą informacją na dalszą część sezonu. Warto też spojrzeć, gdzie dziś realnie są perspektywy rozwoju. Segment rolnictwa ekologicznego i bio rośnie z roku na rok i to nie jest marketing, tylko fakt. To obszar, w którym nadal jest miejsce na zwiększanie udziału w rynku i uzyskiwanie lepszych cen, zwłaszcza przy mniejszym wolumenie. Być może część gospodarstw zamiast uparcie szukać szczęścia w monokulturach albo siać to, co było drogie w zeszłym sezonie, powinna rozważyć stopniowe przekwalifikowanie produkcji. Ilością nie wygramy z dumpingową żywnością z Mercosur czy Ukrainy, ale jakością, brakiem pozostałości MRL i kontrolą produkcji już tak. Nie piszę tego jako recepty dla wszystkich ani rozwiązania na już. Raczej jako zachętę do refleksji, czy zawsze musimy produkować więcej, czy może czasem lepiej produkować mądrzej. Rolnictwo to gra cykli, korekt i decyzji podejmowanych z wyprzedzeniem. Czasem to, co dziś wygląda jak katastrofa w produkcji, kończy się późniejszą stabilizacją albo nawet sensownym zyskiem. W tym kontekście warto też nawiązać do pomysłów, które pojawiły się w innym wątku objętym ankietą, czyli systemu 112 i Farm Fair. To pokazuje, że coraz więcej osób zaczyna myśleć nie tylko o tym, ile wyprodukować, ale jak sprzedawać mądrzej i uczciwiej. Skracanie łańcucha dostaw, większa przejrzystość rynku, jasne zasady jakości i ceny oderwane od chwilowych spekulacji to kierunek, który może realnie wzmocnić pozycję producenta. To oczywiście nie rozwiąże wszystkich problemów z dnia na dzień, ale bez takich inicjatyw dalej będziemy skazani na grę na cudzych warunkach. Jeśli chcemy mieć wpływ na rynek, to musimy go współtworzyć, a nie tylko reagować na to, co zrobią pośrednicy czy import. Jestem ciekaw, jak Wy to widzicie u siebie w gospodarstwach. Pozdro
  13. Sebastian, dzięki za pilnowanie tematu i za to, że cały czas trzymasz rękę na pulsie. Z zewnątrz faktycznie mogło to wyglądać tak, jakby przez ostatni miesiąc temat przycichł, ale to nie była cisza „porzucenia”. W grudniu weszła naturalna przerwa świąteczno-noworoczna, potem bardzo mocno wybiły się protesty rolnicze i temat Mercosuru, który zdominował rozmowy w środowisku. Do tego doszło zapalenie płuc, z którego jeszcze powoli wychodzę więc tempo było mniejsze, niż bym chciał. Najważniejsze jednak jest to, że pomysł nie zniknął. Ankieta została przeprowadzona, mamy wyniki, wątek żyje w internecie i co istotne zaczyna funkcjonować poza forum. Internet ma to do siebie, że jeśli coś jest sensowne i trafia w realny problem, to nie ginie. A problem udziału rolnika w cenie produktu jest dziś jednym z kluczowych. Chcę też jasno powiedzieć jedno: nie wszystko musi dziać się w internecie. Z rozmów na ostatnich protestach rolniczych wynika jasno, że wielu rolników ma bardzo dobre, praktyczne pomysły, ale albo nie chce, albo nie potrafi dzielić się nimi online. I to też trzeba uszanować. Dlatego uważam, że kolejnym krokiem powinny być rozmowy na żywo. W najbliższym czasie wybieram się na Targi TSW w Kielcach i myślę, że to bardzo dobre miejsce, żeby ambasadorowie IGRIT mogli się spotkać, porozmawiać i wymienić spostrzeżeniami już poza ekranem. Jeśli mamy coś realnie zmienić, to takie rozmowy są nie do przecenienia. Skoro pomysły płynące z UE i od naszych polityków są często słabe albo oderwane od praktyki, to my musimy im podsunąć gotowe rozwiązania czyli takie, które wynikają z doświadczenia gospodarstw, a nie z biurek. Ten wątek właśnie temu służy. Dzięki jeszcze raz za Twoje zaangażowanie i za to, że IGRIT bierze na siebie rolę ambasadora. Wracamy do rozmowy krok po kroku, z nową energią i w uporządkowany sposób.
  14. Witam, Drodzy Forumowicze, Dziś jest oficjalny dzień publikacji wyników naszej ankiety, którą uruchomiliśmy, aby poznać Wasze opinie na temat systemu A–F, oznaczeń „+”, ograniczeń importu i innych rozwiązań dotyczących udziału rolnika w cenie produktu. Ta ankieta to nie jest tylko „internetowa zabawa” to sygnał, który może mieć realne znaczenie dla rozmów z decydentami, mediami i osobami odpowiedzialnymi za politykę rolną. Wyniki to nie moja opinia, tylko głos środowiska, który warto zobaczyć w całości. Link do wyników ankiety: https://docs.google.com/forms/d/1Nxd77RTZr7qPhIaSuiQlGFFkLhBmfB8mM0qgerufC94/viewanalytics Wyniki opublikowałem dziś, bo to odpowiedni moment – zbliżamy się do okresu, w którym temat cen, relacji handlowych i roli rolnika w łańcuchu dostaw jest szczególnie aktualny. Chciałbym to podsumować jednym cytatem Churchilla, który idealnie wpisuje się w to, co się dziś dzieje: „Nie można zmarnować tak dobrego kryzysu.” Jeśli dziś mamy problem z cenami, importem czy brakiem przejrzystości, to teraz właśnie jest moment, żeby spróbować zmienić zasady gry, zamiast tylko je komentować. W wynikach ankiety widać wyraźnie: że wielu z nas rozumie potrzebę transparentności, że rolnicy nie chcą walczyć z konsumentami, ale chcą być widoczni w cenie produktu, i że ich sugestie mogą stanowić punkt wyjścia do realnych rozwiązań. Zachęcam: do przeczytania wyników, do komentowania tego, co jest dla Was ważne, do zgłaszania kolejnych pomysłów, do rozmów tu i teraz, bo forum to nasza siła. To dopiero pierwszy krok ale to jeden z tych kroków, które naprawdę się liczą. Pozdro
  15. Witam, Kiedyś Winston Churchill powiedział, że „nie można zmarnować tak dobrego kryzysu”. Dziś coraz bardziej mam wrażenie, że to zdanie idealnie pasuje do tego, w jakim miejscu znalazło się polskie rolnictwo. Jest ciężko, wszyscy to czujemy, bo: ceny, nadprodukcja, presja importu, brak stabilności. Ale właśnie w takich momentach albo każdy ratuje się sam, albo zaczyna się myśleć szerzej i długofalowo. Ankieta, którą uruchomiliśmy, idzie powoli i to jest normalne. Rolnicy dziś nie mają głowy do wizji na cztery lata do przodu, bo wielu z nas walczy o przetrwanie tu i teraz. A jednak już teraz widać jedno: większość z nas rozumie, że bez zmian systemowych ten kryzys będzie wracał. W Boże Narodzenie opublikujemy wyniki ankiety ale nie jako „prawdę objawioną”, tylko jako sygnał, w jakim kierunku myślimy jako środowisko. To będzie materiał do dalszej rozmowy, także poza forum. Warto też zauważyć, że presja ma sens. W przestrzeni publicznej pojawiają się informacje o wstrzymaniu podpisania umowy UE–Mercosur. To pokazuje jedno: jeśli jest nacisk, argumenty i konsekwencja, to nawet duże decyzje można zatrzymać albo zmienić ich kierunek. Zachęcam tych, którzy jeszcze tego nie zrobili, żeby poświęcili kilka minut i wypełnili ankietę. To nie jest głos „za mną” ani „przeciw komuś”. To głos o tym, jak Wy widzicie przyszłość rynku, produkcji i naszej pozycji jako rolników. Kryzys jest faktem. Pytanie tylko, czy go przeczekamy, czy spróbujemy wykorzystać ten moment, żeby coś zbudować. Pozdro
×
×
  • Dodaj nową pozycję...